|
| |
|
|  |
|
<< wstecz
^góra
dalej>> |
| Głos Wybrzeża - 08.07.2004
|
| |
| Bitwa o handel
|
|
Dokończenie ze str. 1
- Grunwaldzka jest ulicą zamierającą, a ma mieć najwyższe
czynsze - kontynuował Ryszard Kokoszka (Konwencja Przedsiębiorców Województwa
Pomorskiego). - Sklepy na dużych osiedlach mają trzy razy większe obroty. Przecież nikt
nie kupuje ziemniaków na Grunwaldzkiej, by je wozić na Zaspę czy Morenę. Ludzie
zainwestowali w lokale, zatrudnili pracowników, bo liczyli na ruch klientów. Ale ruchu
nie ma i stale rosną koszty prowadzenia działalności. Wiedzieliby o tym panowie z zarządu
miasta, gdyby raz na jakiś czas wyszli zza biurek i zadali sobie trud przejścia się
ulicami miasta.
- Uważacie, że czynsze są niskie? -pytał Tadeusz Zagórski
(Wojewódzkie Zrzeszenie Handlu i Usług). - To dlaczego 1200 lokali w mieście ma zadłużenie
w opłatach, a łączna kwota zadłużenia przekracza 6 milionów złotych?
- Nie macie wizji ożywienia miasta -stwierdził Stanisław
Małuszek (Izba Rzemieślnicza Małych i Średnich Przedsiębiorstw) - a ono ubożeje.
Władze Gdańska powinny się skupić na strategii ożywienia, a nie na przykręcaniu śruby.
Na tym co zrobić, aby w miejskiej kasie było więcej pieniędzy, ale nie metodą dobijania
podatników. Może trzeba było rozłożyć podwyżki na minione 8 lat kiedy ich nie było, a
dziś tak ogromne podwyżki rozłożą handel i usługi.
Na spotkanie z wiceprezydentem Gdańska Szczepanem Lewną
przyszło dwóch radnych: Piotr Dzik (PO) i Aleksander Żubrys (SLD).
- Stare Miasto jest zrujnowane - mówił Piotr Dzik - całe
nadaje się do kapitalnego remontu. Tu w budynki trzeba cały czas "wkładać", aby się nie
zawaliły. Projekt, o którym mówimy, przygotowali ludzie, którzy nie znają realiów
prowadzenia działalności gospodarczej w Gdańsku. A do tego dochodzą wymogi unijne, a
wraz z nimi cała lawina nowych kosztów. Rozmowa taka jak dziś powinna być poprzedzona
gruntownym rozpoznaniem, konsultacjami i uwzględnieniem wstępnych opinii środowiska.
Tak się nie stało.
- Widziałem przetargi, na których laicy licytowali ceny do
niebotycznych wysokości. Bez biznesplanu, bez doświadczenia. I po 3-4 miesiącach plajta,
sądy, zamknięte lokale. To można było przewidzieć - stwierdził Aleksander Żubrys - i
zmienić zasady. Rozwój handlu i całego miasta powinien być apolityczny, a opierać się na
tradycji i mądrości jego włodarzy. Wy, kupcy, przedsiębiorcy, jesteście solą tego miasta.
Nie możemy dopuścić do waszego upadku i zrobię wszystko, aby to się nie stało.
Szczepan Lewna odpowiedział wszystkim "hurtowo". - Mówicie,
że planowane podwyżki są za wysokie, a metoda ich naliczania do kitu. Może to i prawda.
Trzeba jednak wskazać, jak dojść do ustalenia realnej ceny. Nie znajduję argumentów,
które by nakazywały tak konstruować zasady najmu, aby część ryzyka gospodarczego spadała
na miasto. Ale miasto nie może tego przyjąć na swoje barki. Przy działalności gospodarczej
nie powinno być socjalu. Podejmowaliście ją na własne ryzyko i na własny rachunek. Mówicie
o rosnących kosztach, o wziętych kredytach, które spłacacie. To zwalanie na miasto ryzyka
gospodarczego, na które miasto nie zgadza się - spuentował Szczepan Lewna, po czym
poinformował zebranych, że spieszy się do telewizji i... wyszedł.
Z kupcami pozostał uczestniczący w spotkaniu dyrektor Wydziału
Gospodarki Komunalnej UM Dimitris Skuras, który starał się za dwóch. Przynajmniej gdy
chodzi o siłę głosu, bo część kwestii po prostu wykrzyczał do zebranych. - To, co robicie
- grzmiał - jest próbą zawłaszczenia majątku miasta. Miasto jako uczestnik rynku chce
ponosić ryzyko, ale jeśli rynek jest mocny i może dać więcej, to miasto chce wziąć więcej.
Czy państwo zostaniecie w tych lokalach, które dzierżawicie, czy nie zostaniecie, to mnie
nie obchodzi. Dla nas podmiotem nie jesteście państwo, tylko gospodarka lokalami
komunalnymi. Jednocześnie deklaruję, że jesteśmy otwarci na propozycje i zależy nam na
partnerstwie. Dopracowany projekt uchwały chcemy przedstawić we wrześniu.
Dyrektor Skuras powiedział to naprawdę. Zaproponował
partnerstwo rodem z filmu "Sami swoi", czyli "sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po
naszej stronie". Partnerstwo z pozycji siły. Stwierdził, że przedsiębiorcy nie są dla
miasta podmiotem działań. Wcześniej zażądał od zebranych (którzy zostali przecież
zaproszeni przez władze miasta) wypisów z KRS-u, aby upewnić się czy fatyguje się dla
ludzi odpowiednio reprezentatywnych. Widzieliśmy w Gdańsku różne rzeczy, ale taki
publiczny pokaz arogancji podziwialiśmy po raz pierwszy. Kupcy, główni płatnicy podatków
do kasy miasta, wychodzili ze spotkania oburzeni i obrażeni. Bitwa o gdański handel
trwa.
Zbigniew Żukowski
|
| |
| |
 |
 |
| |