|
| |
|
|  |
|
<< wstecz
^góra
dalej>> |
| Przebudowa prawa
|
|
W związku z planowaną nowelizacją Ustawy o Prawie Budowlanym,
jako przedsiębiorcy zrzeszeni w Konsorcjum Budowlanym utworzonym przy Pomorskiej Izbie
Przemysłowo-Handlowej - Oddział w Pruszczu Gdańskim postanowiliśmy wskazać na kilka
aspektów tychże zmian. Niestety projekt rządowy cechuje niespójność i wybiórcze
traktowanie problemu. Z jednej strony, bowiem otrzymujemy zmiany pożądane i celne, z
drugiej natomiast takie, które z pewnością przyczynią się do dalszej, i tak już
ogromnej, biurokratyzacji życia przedsiębiorcy. Ponownie branża budowlana będzie
musiała uszczuplać swe portfele.
Wkrótce po przyjęciu przez Parlament nowelizacji prawa
budowlanego, jeszcze przed wejściem jego w życie, Rząd przygotował jego kolejne zmiany.
Projekt przygotowano jako kolejny element pakietu wspierania przedsiębiorczości. Liczba
wydawanych pozwoleń na budowę drastycznie spada, więc pomoc jest nieodzowna zanim nie
będzie już, czego wspierać. Najważniejszym założeniem postulowanych zmian jest
przyspieszenie i uproszczenie procedur budowlanych.
Podjęto próbę ukrócenia patologii blokowania inwestycji przez
zwykłych awanturników i rosnące jak grzyby po deszczu organizacje pseudoekologiczne. Ich
faktyczny związek z troską o środowisko naturalne czy sąsiedzkie był zazwyczaj, co
najmniej wątpliwy. Przed zaskarżeniem decyzji o wydaniu pozwolenia na budowę trzeba się
będzie zastanowić nad konsekwencjami. Zniknie dotychczasowa bezkarność, pozwalająca
kontestować wszystko i bez wyjątku dla zwykłego widzimisię. W proponowanym rozwiązaniu
przewidziano możliwość ustanowienia przez NSA zabezpieczenia roszczeń inwestora z
powodu wstrzymania wykonania decyzji administracyjnej w razie nieuzasadnionej skargi
do sądu administracyjnego. Organizacje społeczne nie będą też mogły być stroną w takim
sporze, jak to miało miejsce dotychczas.
Nowelizacja zawiera szereg uproszczeń procedury
administracyjnej. Poszerzona ma być lista obiektów, których realizacja nie wymaga
uzyskania pozwolenia na budowę, wystarczy jedynie zgłoszenie ich odpowiedniemu organowi.
Są to między innymi: budynki gospodarcze, altanki, miejsca parkingowe, budki telefoniczne,
wiaty przystankowe, zbiorniki na gaz płynny przeznaczone do zasilania instalacji gazowych
w budynkach jednorodzinnych, itd.
W nowym projekcie skreślony został kontrowersyjny art. 48,
który nakłada na nadzór budowlany obowiązek orzeczenia o nakazie rozbiórki obiektu lub
jego części, który powstał albo jest budowany bez wymaganego przez ustawę pozwolenia. W
jego miejsce wprowadzone mają być przepisy pozwalające zalegalizować budowę. W tym celu
trzeba będzie przedstawić zestaw dokumentów potwierdzających zgodność inwestycji z
założeniami planu zagospodarowania przestrzennego. Konieczny będzie również projekt
budowlany ze stosownymi uzgodnieniami oraz wniesienie opłaty legalizacyjnej. Jej
wysokość zależeć będzie od wielkości obiektu. Budowa nie może także naruszać przepisów
technicznych i obowiązujących norm. Jedynie w wypadku niemożności spełnienia
któregokolwiek z powyższych wymagań, może zostać wydana decyzja o rozbiórce.
Polska jest biednym krajem i absolutnie nie stać jej na
burzenie budynków postawionych zgodnie ze sztuką jednakże niemających urzędniczej zgody.
Inwestycje wybudowane z pogwałceniem obowiązujących przepisów, bądź będące zwykłą
"fuszerką" należy oczywiście wyburzyć. Z drugiej strony za niefrasobliwość trzeba
płacić i wydaje się to zupełnie zrozumiałe i oczywiste. Wprowadzenie możliwości
legalizacji budynków za pewną opłatą jest na pewno słusznym podejściem i należy takie
propozycje poprzeć. Inną sprawą jest wysokość owej opłaty legalizacyjnej. Powinna ona
być odpowiednia zarówno do wartości inwestycji, jak i możliwości zapłacenia kary. Rząd
proponuje tu pięćdziesięciokrotność opłaty za odbiór budynku (może to być nawet
kilkaset tysięcy!).
Proponowane rozwiązanie dotyczy tylko legalizacji samowoli,
które powstaną w przyszłości, nie wspomina natomiast o istniejących, a nie są to
odosobnione przypadki. O większości nadzór budowlany w ogóle jeszcze nie wie. Potrzebne
jest tu jakieś kompleksowe rozwiązanie.
Nowelizacja przewiduje przeprowadzanie obowiązkowych kontroli
inwestycji przed wydaniem decyzji o zgodzie na użytkowanie. Sprawdzana ma być głównie
zgodność powstałej inwestycji z wydanym pozwoleniem na budowę. Inspektorzy będą mieli
14 dni na znalezienie "różnic". Kuriozalnym pomysłem wydaje się być wprowadzenie zasady
dokonywania takich inspekcji jedynie po zakończeniu budowy, kiedy trudno zauważyć
wszelkie uchybienia. W wielu krajach Unii Europejskiej nadzór budowlany również
kontroluje realizację inwestycji budowlanych, jednakże przede wszystkim w trakcie
ich trwania, kiedy można wiele dostrzec i poprawić. Proponowane kontrole nie będą
też tanie. Ich koszt zależy przede wszystkim od wielkości budowy. Inspekcja w domu
jednorodzinnym będzie kosztować jego właściciela od 500 do 1 tysiąca złotych. W
przypadku inwestycji przeznaczonych na działalność gospodarczą będzie to wielokrotnie
więcej. Wprowadzone rozwiązanie niestety budzi obawy czy nie przyczyni się do dalszego
rozplenienia korupcji. Zmiana szczegółów budynku, choćby ustawienia ścianek działowych
może wystarczyć inspektorowi do wstrzymania odbioru. Jeśli kogoś będą gonić terminy,
zapewne będzie się starał z inspektorem "dogadać".
Projekt niestety mnoży szeregi biurokratów. W skutek
proponowanych zmian zatrudnionych zostanie 800 dodatkowych inspektorów nadzoru
budowlanego. Rozrastający się aparat urzędniczy będzie jednak, czym nakarmić, gdyż
Rząd spodziewa się uzyskać 100 min złotych zysku z wprowadzenia nowych opłat. Trudno
oprzeć się wrażeniu, iż wprowadzane zmiany mają na celu jedynie wyciągnięcie kolejnych
pieniędzy od inwestorów.
Andrzej Czernomord
|
| |
 |
 |
| |